• 25.12.2016 :: 22:29

    Komentuj (0)

    Nie dźwigam już.

    Nie.
    Dźwigam.
    Już.

    Tęsknię tylko.
    Za nim.
    Za Tobą.
    Za sobą.

    Nie chcę już.
    Usunęłam się już.
    Wciśnij tylko delete do końca.

    Sama.


    Komentuj (0)

  • 11.06.2016 :: 19:33

    Komentuj (0)

    Nie wiem jak to smakuje, ale wiem, że na pewno nie boli. nie tłuką się żebra, nie rozrywają żyły, mózg nie puchnie.
    Po prostu dzieje się.
    czasem znika, by powrócić ze zdwojoną siłą.
    Alicja zjada wtedy ciastko i całkowicie znika, jak Kot. wcale nie przychodzi moment, kiedy chciałaby wrócić.
    Chowa się głęboko w sobie. rozdrapuje strupy, by pomóc krwi znaleźć ujście. wydrapuje nowe dziury w skórze i cicho szlocha. emocji nie ma. pofrunęły hen daleko. i wcale nie chce ich szukać. pobłądziła w sobie samej.
    nawet tej Drugiej nie chce szukać.

    Śmierć na pewno nie boli.

    inhibitory wciąż nie działają. benzodiazepiny szaleją. wino nie uspokaja.
    ciągły tłukący się w głowie huk-że wieczność trwa czasem sekundę wpycha się między ściany.
    Alicja upaja się sekundą, jakby minęło 30 lat, a ona wciąż nic nie zrobiła. na przekór Drugiej.

    Czy jest Ktoś, kto w ogóle to ogarnia? te króliki, karty i dziury..ciastka i wszystkich szaleńców na około?

    Oszukujemy się we Dwie, że to, co wykreowałyśmy, to nasza cudowna rzeczywistość, a kwiaty tu sięgają zenitu.
    bzdura na bzdurze, które wałkują się co dnia. ani chwili wytchnienia. tylko posmak gorzko- słodkiej wiśni i szyderczy śmiech, gdzieś z kąta sali.

    Kończy Ci się czas Alicjo. niedługo czas zawrócić.
    to co, że nogi zaginasz pod siebie, jak mało kto. nieważne, ile książek przeczytałaś. i tak wciąż jesteś do niczego.
    kończy Ci się Alicjo limit kar.



    Komentuj (0)

  • 21.10.2015 :: 19:32

    Komentuj (0)

    nie wiedziałam.
    ja naprawdę nie wiedziałam, że tak bardzo boli dostać słowem prosto w twarz. nie sądziłam, że każde spuszczone oczko spowoduje paniczny lęk, a podarta pończocha wywoła drgawki.
    opuściłam dziś siebie. wyszłam daleko poza swoją duszę, ale nie potrafię spojrzeć na pewne sprawy oczami innych.
    zbyt emocjonalnie we mnie. zbyt napuchnięta jestem i wypełniona strachem.

    Boję się. znów się kurewsko boję.
    pękam od środka i nie potrafię zebrać spowrotem.
    pióra mi wypadają, pióropusz coraz bardziej łysy, a karnawał tuż tuż.


    21.10.2006.
    [*]
    Dobranoc Maleństwo.

    Komentuj (0)

  • 25.09.2015 :: 18:26

    Komentuj (0)

    to Trwa, gdzieś w Nas.
    otoczone ciemnokrwistym korytarzem, spomiędzy którego czasem wypłynie limfa.
    Wszystko dotykane zmysłami wszelkiego rodzaju. emocjami, szaleństwami i taką dogłębną ciszą, jak ta wnikająca we mnie Twoim spojrzeniem.
    Nie wiem jak smakujesz, a mam wrażenie, że znam Cię całego.
    każdy zakamarek Twoich wnętrzności, od których czkawką odbija się Ona.
    Od tego dnia, kiedy wziąłeś ją pierwszy raz za rękę, aż po ten dzień, kiedy bałeś się, że będziesz musiał o Niej zapomnieć.
    [nie bój się, Ona nigdy nie zniknie z Twojego serca.]
    wchodząc między słowa, wdrapując się między gesty próbuję Ci uświadomić jak zła jestem.
    niektóre słowa podwójnie cieniuję trzepocząc rzęsami. próbuję odwrócić Twoją uwagę od tego co siedzi w mojej głowie, od pustki która niczym echo odbija się w niej.

    wymyśliłeś mnie na nowo. wulgarną i nieśmiałą. w czarnym gorsecie i ulubionych pończochach, po których wciąż spływa niewypowiedziana żądza.
    [ czy Ją też taką chciałeś widzieć?]
    namalowałeś obraz cichym szeptem na moim ciele. ciepłym oddechem wytatuowałeś ciekawość.
    czuję jakbym wciąż wisiała na końcu Twojego języka, nie wiedząc kiedy połkniesz mnie całą..
    z dnia na dzień poczuwając każdy kolejny kubek smakowy.


    boję się, że złapię się go tak mocno, że skaleczę Cię i zadławisz się krwią.

    Komentuj (0)

  • 23.08.2015 :: 11:12

    Komentuj (0)

    Wczoraj.
    Tak dużo myśli natchnęło by o niej znów pomyśleć. rozerwane skrzydła. chaotyczne dni i kłopotliwe słowa, które nie zostały wypowiedziane.
    zakazane sny. natrętne scenariusze tworzące się w głowie. pękam. pękam na szwach i tuż przy sercu. wylewa mi się z żołądka to, co jeszcze nie zdążyło do niego wpaść.
    celowo tworzę krew i celowo robi mi się na jej widok słabo.
    widzę jak spływa i udaję, że przeraża, a tak naprawdę mam ochotę by wypłynęła ze mnie cała.
    od czubka głowy po koniuszki palców.
    Takie całkowite oczyszczenie, by nie zwariować.
    WSZYSTKO. wszystko wziąć w dłoń i zgnieść tak, by przestało istnieć.
    krzyczę niemo, aż puchnę, a przecież nikt nie słyszy.
    rozbiłam się i wylewam przeźroczystą cieczą zmazana krwią i nie potrafię wydobyć z siebie słowa, byś mógł zrozumieć.
    byś wiedział jak w środku burzę się i zabijam samą siebie.
    tak bardzo nienawidzę i nie mogę patrzeć. zaklejam powieki co rano. robię wszystko. tylko to WSZYSTKO jest wbrew mnie.
    wystarczyłoby przytulić i skłamać że minie samo.
    czuję, że umarłam.

    jak byłam mała marzyłam by mieć 30 lat.
    jeszcze rok.
    nie śpieszyło mi się do bycia mamą, żoną..spełnioną kobietą..śpieszyło mi się do PRZEŻYCIA. do miłości, rozumienia, dojrzałości, ciekawości i ideałów, których nigdy nie doścignę.
    teraz to wiem. chora ambicja wzbierała tak długo, że na finiszu sama sobie sprostać nie umie.

    wczoraj marzyłam o NIEJ. nawet ją przygotowałam. i zasnęłam niezdecydowana..
    bo przecież obiecałam mojej małej księżniczce, że nigdy nie umrę...
    mojemu rycerzowi, że zawsze może na mnie liczyć...


    jeszcze nigdy nie było mi tak chaotycznie.

    proszę nie zapomnij o mnie.

    Komentuj (0)

  • 04.10.2014 :: 18:41

    Komentuj (0)

    tak, jak gdyby zatrzymał się wtedy czas. trzymałeś za rękę to, co chciałeś i rwałeś z niej wszystkie pióra.
    te- spomiędzy ud wyleciały bezszelestnie, jak gdyby była noc.
    Porwały, ba, poszarpały pończochę, a ta ujrzała blask księżyca.

    Zawsze kiedy biegam wieczorem, świeci księżyc. zastanawiam się kiedy mnie przepoczwarzy w doskonałość.
    może te pióra wyrosłyby raz jeszcze, gdybym biegła szybciej?

    Ty każdej nocy coraz mocniej zaciskasz rękę na udzie. więcej krwi dopływa, aż sinieją i stają się czerwieńsze.
    jak moje usta, kiedy dobiegam 8-y kilometr. niby jeszcze nie meta, a nogi już drżą.

    porównywalnie sucho w ustach i jakby ten sam uścisk w podbrzuszu.

    Tylko orgazm nie ten sam.
    pusta i samotna.

    Komentuj (0)

  • 04.10.2014 :: 12:31

    Komentuj (0)

    nie tylko oczy i skórę dziedziczy się.. ale i pasję i definicję miłości.

    Komentuj (0)

  • 24.08.2014 :: 22:56

    Komentuj (0)

    dzisiaj chciałoby się nawet w innym języku pisać. (niby) hebrajskim, takim który skrobie końcem języka o Twoją skroń, pocierając o włosy.
    dzisiaj chciałoby się powiedzieć Im back. tylko nie wiem jeszcze o której, bo gdzieś mi wyparowałeś, niczym piękny czarnopióry kruk.
    po hebrajsku mogłabym się kochać z Tobą, gdybym tylko wiedziała jak wymyślne są te pieszczoty.
    Póki co, szepczę językiem w powietrze i trzęsę się swoim ciałem pod kołdrą, bo nie wiem kiedy przyjdziesz.
    wina. nie moja. tak dużo wina wypełnia dziś nasza pościel i gin z tonikiem w nim toną. kruczoczarne ciało się rozpłynęło gdzieś w powietrzu i udaje, że tak naprawdę to niby nie-chce.
    go-go. zatańczę. rozbiorę się z czarnego gorsetu i odpłynę w takt No . no, no no no.
    no tak. jak zwykle Ciebie brak, a ja zbyt krótka jestem i zbyt nie-ładna, by zaspokoić własne aspiracje. zostaje mi tylko gorset i wyobraźnia, z którą tańczę sam-na-sam. mówiłam Ci. mówiłam, tyle razy mówiłam. Że nie należy się zbyt mocno skręcać, bo poranki są wtedy zbyt krótkie, a dzień ciągnie się w nieskończoność.
    o Alicjo. próbujesz wypłynąć i wbić się w brzeg filiżanki z króliczym uchem, nie pchaj się tak. zbyt głośne są Twoje łzy. zbyt szerokie zamysły i podszepty. kłamiesz i próbujesz manipulować. oj Alicjo.
    zaciśnij mocniej gorset i dołóż szminki. zacznij tańczyć, proszę. You, like this. wargi sinieją, a Ty wciąż próbujesz grać na zwłokę. ileż razy piękna, ileż razy można mówić, że tak nie-można.

    Komentuj (0)

  • 14.06.2014 :: 15:24

    Komentuj (0)

    i gdyby tak tylko przez chwilę przyszło Ci znów na myśl, by mnie skrzywdzić, kiedy mnie nie będzie.. lepiej od razu zasznuruj mi usta i zwiąż nogi, bym nie mogła uciekać.
    pamiętaj- było już Raz za dużo.

    Komentuj (0)

  • 06.06.2014 :: 18:46

    Komentuj (0)

    Możesz mowić co chcesz, pragnąć Dotyków zakazanych Ci, "ale coś ci powiem w sekrecie. Tylko wariaci są coś warci". Chcę zatem szaleć, na Twoim punkcie, na Naszym punkcie. wdrapywać się w ściany i szlifować zębami po betonie nasze imiona. wycinać w ławkach, w parkach, na balustradach Naszą rozkoszną krwią i śliną rozmazywać na parapetach. szaleńczym szaleństwem pocić się rano i wieczorem i nawet w południe mógłbyś mną Szaleć. plątać wstążki kapeluszy i chować się w norkach królików. a ja, brałabym Cię wszędzie na swój język i smakowała bez względu na kolor tęczy. bez względu na to, czy śniłam Ci się dziś ja czy inna, nieznana mi Ona. wezmę Cię. nawet na tej tęczy, tak byś wiedział, że błądzisz. tak, byś odnaleźć znów się mógł mój Wariacie. zapomniałeś? to Nasze Krwiobiegi łączą się w jedno, to Nasze DNA pasuje do siebie idealnie. i tylko My możemy być złączeni w Jedno, takie prawdziwe Jedno, którego żaden ogień nie przepali.
    Wariacie. nie można przekreślać całego trudu jednym słowem. nie można jednym gestem tak łatwo się mnie pozbyć. ja jestem zboczona na punkcie rehabilitacji Twego serca. resocjalizować Nas chcę i nigdy Ci nie odpuszczę. Nie zapomnę, nie wybaczę, ale zbuduję na nowo.
    Będę wciąż i wciąż wdrapywać się w ścianę i coraz głębiej ryć Twoje imię. tak, byś mógł je sam zapamiętać i byś wiedział przy której piersi Twoje miejsce.
    Ja jestem Tobą, a Ty mną. a Oni dopełniają całość. Pamiętaj.

    Komentuj (0)

  • 12.05.2014 :: 17:26

    Komentuj (0)

    wszystko czego tylko chciałam to Dobrze. to Spokój, który mógłby być między Nami, a Ty rozszarpujesz z tygodnia na tydzień coraz bardziej i niszczysz to, nad czym tak usilnie pracuję. Zmieniam się, mutuję każdego dnia dla Nas, dla Ciebie. nadwerężam się tak, że kręgosłup zginam do stóp. dźwigam ciężary Twoich słów. Kochany, dlaczego tak pękasz dlaczego tak słaby jesteś.. obiecałeś, że nigdy więcej.
    błądzę. widzę nas na tej łące wśród wysokich traw, gdzie zaklinałeś, że wiecznie, że na całe życie chcesz mnie nazywać Swoją Kobietą. Widzę, lecz przez mgłę.. rosa zalewa mi oczy, a wiatr zagłusza Twe słowa. tylko spomiędzy Nas wylatują gdzieniegdzie ćmy.
    Kolejna pełnia, która skróciła mój sen. kolejne słone wydrążone łzy.. dobrze, że mam swoje stalowe pióro, z którego atrament może cieknąć zamiast krwi. nie chcę już nigdy pisać na czerwono.
    mam ochotę przykleić do pamiętnika wysuszone ćmy, a obok nich Twoje skruszone w pył słowa.
    Oszukałeś mnie.

    prowizorycznie zadowolona. z efektem ubocznym. podrapanym wzgórkiem nadziei. rozczepiam wszystkie atomy na jeszcze mniejsze cząsteczki, by móc w jakiś sensowny sposób powiedzieć Ci, że czasem boli. Że nie potrafi być zawsze "ołkej".

    i zlituj się. bo nie chce mi się już czasem naprawdę myśleć. wolę zatopić się w miękkiej pościeli i patrzeć jak pożerasz wzrokiem.




    czuję jak To wszystko wygryza mnie od środka
    wypala ogromną dziurę przez którą krzyczę..
    nie mogę.



    Nasz wyimaginowany świat. w którą główną rolę grają nuty z Twoich słów. moje oczy nie są szalone, one są Zagubione. nie ma już tego Nieba, w którym mogłabym się schować. Nie ma już tych słów, które giętko ocierały się o naskórek moich dłoni. ciało ścierpło, tęcza już dawno wyrzygana.
    głowa pęka od "móc" a "mieć, próbuję chować się w resztkach chmur, które topią się.
    Chaotycznie i drętwo.
    Marzy mi się żyletka i dwugłowy pies, który zalizałby rany na śmierć. byłby taki duży, że mogłabym się w nim cała schować. poprawiłby moje Niebo,znów ujrzałabym lazur.

    Komentuj (0)

  • 01.04.2014 :: 12:36

    Komentuj (0)


    Weź mnie tam, kiedy będę spała. oczy będę miała zamknięte, a Ty nie pozwól mi otwierać ust. zaplącz mnie wokół siebie i zanieś mnie tam. spomiędzy drzew będzie przenikał promień słońca i ogrzeje moje policzki. módl się do mnie i ściskaj sznurem coraz bardziej moje piersi. głaszcz wzrokiem wszystkie części mojego ciała, dotykaj zapachem. kosztuj wszystkimi zmysłami i zniewól.
    Chciałabym mieć wtedy długie włosy, wiatr mógłby mi je targać, a Ty plątać swoimi palcami. chciałabym na nadgarstkach poczuć swój strach i Twoje pożądanie. tylko Ty i ja w ciemnym lesie zniewoleni, emocjonalnie sklejeni w jedno źdźbło, które wyrosło na starej zniszczonej framudze.
    Słyszysz, jak pęka moja skóra, gdy na mnie patrzysz? rozluźniam się, mimo, że nie widzę, czuję Cię całego obok, każdy moment przyśpieszonego bicia Twego serca. dlaczego nie podejdziesz bliżej?
    Zamknąłeś mi oczy na świat lecz nigdy nie zamkniesz mojej duszy. wypływa ze mnie i tak dojrzale prosi byś ją miał.
    sznur niczym wąż oplata moje ciało i chce je strawić doszczętnie, wżyna się w skórę i koi ból.
    zajmij się mną, tak jak trzeba. jakbyś robił to pierwszy i ostatni raz. jakbyś mnie stygatyzował sobą i nie mógł już na mnie nigdy patrzeć.

    Komentuj (0)

  • 26.03.2014 :: 19:00

    Komentuj (0)

    Fundujesz mi takie huśtawki, jak alfons dziwce w las vegas. byłeś tam kiedyś? zapewne tam mają pod dostatkiem kapeluszy i wcale nie muszą szukać pochowanych w nich wspomnień. oni ich nie mają. nie mają mózgów, zamiast nich wypychają je mamoną. czarną królową, która powoduje gnicie kończyn, a ono zaczyna się właśnie od głowy. nie mam już twarzy, a uśmiech sobie wydrapałam. zamykam oczy i widzę, jak ścieka z nich krew, jak wydłubywanie sprawia przyjemność. tylko Ty patrzysz z politowaniem na mnie. (dlaczego?)
    doznania, irytujące głowę głosy, dobitnie szalejące szumy, szmery, piski, jak w imadle. oczami Julii widzę, że coś umyka i nie potrafię tego dogonić. przecieka, topnieje i przelatuje pomiędzy policzkami. drąży i krąży i zaczyna powoli piec.
    ciało pęka, a na jego końcach snują drogę łzom końce kart. źle dziś Kochany potasowałeś. nie wprawiłeś w ruch swojej Damy Kier. Julia zamknęła oczy i cała talia rozleciała się w powietrzu Twoich słów.
    w sumie..Mogłabym Cię obsługiwać jak jednorękiego bandytę- lecz to nieładnie. mama mówiła, że tak przedmiotowo nie wolno traktować innych. mówiła też wiele innych słów, które do dziś zostawiły ślady na ciele. i te głosy, te szmery, też wciąż powtarzała. moje prywatne bzdury, które gniły wraz ze wszystkim innym, płynącym po krwiobiegu. nie wypłukała ich Twojej endorfiny dawka.
    Założę dziś czarną woalkę na twarz i będę Ciebie czekać. zakryję wydłubane oczy byś nie zauważył, że czegoś mi brak.

    Komentuj (0)

  • 18.12.2013 :: 17:56

    Komentuj (0)

    Wszystko staje się na bieżąco Mną. pachnie moimi perfumami z jaśminem i kwitnie w głowach, a gdyby sięgnąć głębiej króliczej norki i wsadzić rączkę, to można się tylko pobrudzić. stara królicza sierść poplątana z pierzem gęsi przelatujących niedawno nad stawem.
    szarobury las i wysokie topole, pośród których kopulowały samce. gdzieniegdzie czasem przebija się słońce, by móc ogrzać ich spocone grzbiety. pamiętasz jeszcze słomkowy kapelusz? leżał obok tej największej topoli, miał czerwoną wstążkę i wydawałoby się jakby płakał. słońce wypaliło dziurę, a króliki otoczyły go wonią swoich ciał. jestem pewna, że dalej tam jest. zapomniany.
    bywają dni, że topole wznoszą się wyżej od nieba. On gładzi mnie wtedy swą dłonią i dotyka moich włosów, jest bardziej-Czuły niż zwykle. uwielbiam zatapiać się w jego ramionach i krzyczeć niemo. mówią, że rozkosz jest niczym modlitwa, którą słyszą anioły. więc modlę się. modlę ostatnio bardzo często i godzę się na to by i On mógł modlić się Mną.
    Gdybym mogła wejść na tę topolę byłabym jeszcze bliżej nieba, a może nawet ponad nie. gdybym tylko trochę jeszcze urosła lub udało mi się odplątać czerwoną wstążkę. zarzuciłabym mu ją na szyję i podciągnął by mnie do Gwiazd. tak pięknie wyglądałby w muślinowej czerwieni. zahaczyłabym gęsi i wyrwała parę piór, by ładniej wyścielić króliczą norkę.
    Alicja zasnęła tej zimy. schowała pod kapelusz kilka snów na zapas.
    tymczasem Anhedonia. znów wyrzuciłeś mnie do kosza. totalnie obojętne mi, czy mnie tym razem dobrze zgniotłeś. zapomniałeś mózg wykręcić. jakoś nie czuję by było mi z tym źle, ani równie dobrze. pogniotłam się tylko tym razem, powyginałam synapsy. wystarczy, że wstanę i wychylę głowę, ale tego też mi się nie chce. czasem chce mi się tylko krzyknąć Kurwa, ale nie wiem w jakim celu.
    bo ja straciłam i czas i czucie. nie potrzebuję już niczego poza toną piasku, by móc się zakopać i zapomnieć jak się oddycha.

    mam ochotę zatańczyć dziś na czerwono.

    Komentuj (0)

  • 16.11.2013 :: 19:29

    Komentuj (0)

    Tak. czasem śnię o tym, że Cie morduję. we śnie. na bieżąco. Ciebie i mnie. kochających się tak mocno od dłuższego czasu. ile to już lat?
    śnię, że ociekam krwią, a między nami nie ma już nic. żadnego milimetra dyszącego powietrza. żadnej czarnej godziny bez Twoich oczu. róże na parapetach zamykają bezwstydnie swe pąki, by nie musieć patrzeć jak umieramy We-Dwoje. Sami. naciągamy na głowę prześcieradła, by nikt nie mógł usłyszeć. abyśmy nikogo nie słyszeli. chcieliśmy być Sami. wyciągając do Nieba ręce. łapiąc gwiazdy pod powieki. kłującym wzrokiem patrzysz na mnie i obcinasz sny. Tak bardzo potrzebujemy się- tylko dla siebie. Chcę poczuć, że mnie tulisz.
    Kiedy byłam mała chciałam, żeby niebo było fioletowe, a moje oczy zielone. w rzeczywistości Niebo wygląda niczym przesiąknięta niebieską cieczą gąbka, a moje oczy wydają się nad wyraz prowokujące. nie lubiłam nigdy tego, jak starsi mężczyźni zawsze patrzyli na mnie pożądliwie, myśląc, że i ja bym chciała. Dziś patrzę przez okno i co widzę? Ona tak bardzo mnie pochłonęła. Ona tak bardzo zmienia mój świat i ogranicza myślenie. Ona, której przestałam się bać, odkąd ją poznałam. dziś z Nią (nie) walczę.
    Wstajesz rano i tak bardzo chciałabyś się uśmiechnąć, a Twoja twarz wygląda jakby potłukł ją ktoś na miliony kawałków. Rozsypujesz się znów Kochana? nie, nie dam się. Nie rozsypię się znów. a jednak.
    Dziś znowu zamordowałam. samą siebie. rozebrałam do krwi i ściągałam naskórek warstwa po warstwie. Każdy mięsień z osobna rozebrałam. oskalpowałam z Twojego dotyku. Nie boli już, a sprawia przyjemność. Skóra za każdym jej pociągnięciem wydaje odgłosy jak targany papier. Możliwość spełniania się w jakikolwiek inny sposób został zabroniony, więc spełniam się krwią. Ona pozwala poczuć, że jest dobro i zło. Ona jest Dobrem w zły dzień. Farmakologicznie pusta wypełniam się sznytowym wzorem. prawie jak koniakowskie koronki z tą małą różnicą, że się popruć nie mogą. Pruje się za to mózg. Psują się krwiobiegi i klatka piersiowa, która "ciśnie".
    Nie mam fioletów nie mam róż. piękna złota klatka kłuje, zachodzi powoli rdzą. wyrzuć ją proszę. ona mnie boli i nie mów, że nigdy nie umarłam. dziennie umieram na tysiąc sposobów bez zbędnego słowa. budzę się i znów umieram. uciekam do nieba i wracam, by sprawdzić czy dobrze sypiasz.
    Ja nie wiem co to sen. Zniknął gdzieś, kiedy ten pan z siekierą gonił moje dziecko, a samochód wypełniony wodą wpadł z moim synem do jeziora z wysokiego mostu. Po raz enty wetknęłam sobie w głowę śrubokręt i patrzyłam jak Ty się ze mnie śmiejesz.
    chciałabym na zawsze powiedzieć żegnaj. chciałabym się cieszyć. docenić. nie umiem. nie umiałeś mnie tego nauczyć. ja sama też nie potrafię. zgubiłam się gdzieś pomiędzy tymi brzozami, a pomarańczą i zielenią braudnych łąk. okna nie umyłam. z wanny wylała się woda, a oddech cuchnie wódką.
    Wiesz. Jego interesowałam tylko jak śmierdział alkoholem. Tyle pamiętam i jeszcze, że nigdy nie dotrzymywał obietnic. Chyba nie byłam tego warta. można było obiecać wszystko. a ja wybitnie naiwne dziecko czekałam i zawodziłam się kolejny raz. wymiotując dziesiątym pudełkiem lodów zagryzionych groszkami kakaowymi. sprzedawali u nas takie paczki ze słonikiem na obrazku. niedrogo nawet.
    włosy na głowie aż się jeżą jak dotykasz.
    mamo. chcę do fioletowego pokoju. chcę tam umierać i rozsypywać się każdego dnia. każdej nocy łzami plamić. przecierać prześcieradła i wypełniać poduszki rozmowami. tam nie ma krzywd. tam nie ma kurzu i mnóstwa niedokończonych spraw. tam nie mijają się uczucia, a chmury zaglądają do okien.
    pamiętam jak tamten się wyprowadził. też obiecał, że można na niego liczyć. że zawsze będzie po mimo odległości. nie było Go. zniknął. Wszyscy w końcu gdzieś znikają. jak kamfora. są- i ich nie ma, nawet sobie nei zdajesz sprawy na jak długo znikną, ani kiedy. po prostu NIE MA ich. a przecież mieli być Ważni. gówno prawda to wszystko. te życiowe mądrości w końcu, jak te nożyczki do paznokci, rdzewieją od moczenia we krwi. Może one jedyne są człowiekowi wierne. bo nawet pies kiedyś umiera.
    czy Ty mi obiecasz, że dziś zasnę i nie zamorduję nikogo? że miłość nie pęknie.
    jestem Alicją z Krainy Czarów, lecz dzisiaj zgubiłam swojego króliczka. pamiętam jak mijałam go wczoraj w parku. widziałam jeszcze kątem oka, jak się uśmiecha. jestem tą dużą Alicją, zniesmaczoną realiami i tamtejszym Ja. teraz brak króliczka wydaje się być tak dotkliwy.i problem nie tkwi w tym, że nie ma go teraz lecz w tym, że nigdy nie będę mogła go dotknąć. Jestem małą Alicją z Krainy Czarów. w tym potwornym świecie lęków i wyimaginowanych emocji. tak mała, że sięgnąć swoich włosów nie potrafię, by móc znów Cie kokietować. Jestem Alicją z Krainy Czarów z pęknięta czachą i wyrwana aortą. Krew zalewa mnie od środka, pióro pali dłonie. magiczny płyn dozuje miłość.
    Jestem Alicją z Krainy Czarów, a nie potrafię czarować. nie umiem znów być duża i znaleźć drogi do domu. Gdzie jesteś Króliczku? Dama Kier już dawno wyrwała mi serce. dziś grała nim w polo. żyły tetniały wśród wysokich drzew w karcianym ogrodzie. Nie jestem furiatką. Jestem Alicją z Krainy Czarów. Tylko czasem pękają mi łzy.
    napierający ból głowy na zmianę z zawrotami. równowagę trzymam czasem jak dziecko, które dopiero co nauczyło się chodzić. pewnie idąc ulicą i zawijając od krawężnika do krawężnika wyglądam jak jedna z tych, co wódka nie pozwoliła im przespać kolejnej nocy. to fakt. one- noce- też ostatnio nie są dla mnie. to kolejne wieczory, kiedy nie lubię zasypiać, bo najzwyczajniej w świecie nie potrafię ich normalnie przespać. nie wiem czemu. tak, jakby po prostu nagle zrobiły się za krótkie, zbyt męczące. jakbym jak jakiś neptyk ćwiczyła wysiłkowo cały ten czas i nagle, kiedy trzeba otworzyć oczy dla zmylenia samej siebie kładła się pod kołdrę.
    Koszmar za koszmarem, albo czarno- biała plama. nie upija mnie już wino. raczej żołądek boli i zwracam rzeczywistość. słowotoki bzdur o pieluchach, porodach i o tym, jak niedobra jest wódka nie relaksują. nie wystarczają by łechtać ego idealistycznych rozmów, które to powinny mnie kształtować i uczyć czegoś nowego. gówniara jak zwykle, paląca okazyjnie. przechylam szybciej kieliszek wina, żeby kostki lodu nie zdążyły stopnieć. Swoją drogą kto to widział podawać czerwone wino z lodem? To się chyba nie liczyło, matki wracają z imprezy pijane. z każdym kieliszkiem piękniejsze i z uniesionym coraz wyżej nosem. oh starzeję się.
    Dama Kier przejęła wszystko, całe szczęście tego świata, które niegdyś zdawało się być przecież tylko dla mnie. Proszę. Zrób mi jakąś krzywdę. spotkałam Cię przypadkiem i chciałam rozerwać tą sukienkę. chciałam pokazać Ci skrzydła, które Ktoś pokaleczył. nie umiałam. za to perfekcyjnie złapałam Cię w sieć i połknęłam. zginąłeś gdzieś w szarości moich oczu. tak, wtedy były szare, bo słońce schowało się za chmury. rozszarpane skrzydła koiły oddech tuląc się do piersi. jakieś zmutowane emocjonalnie stały się ostatnie dni. znalazłam norę lecz króliczka brak. już sama nie wiem kto sprzeda mi antidotum by skleić skrzydła.
    Zczerniałam pod wpływem ciepła. rozbiłam się też na te najmniejsze części i przestaję się już w sobie mieścić. psychoza wydostaje spod moich myśli, a tak wiele ich przecież ostatnio ścięłam. już nie śnię, że robię Ci coś złego. błagam we śnie byś mnie zjadł. rozpalam do czerwoności Twoje członki i bawię się Tobą. wciąż i wciąż. robię sobie dobrze na tysiące sposobów i zwijam się w kłębek wierząc, że będzie spokojniej. a przecież spokój mnie zabija.. cisza też. głośno też być nie może. Sama nie wiem.
    Wyrzygałam siebie już wzdłóż i wszerz, pobijając wszelkie rekordy.

    Komentuj (0)



  • <<